Puissance powstał w 1993 roku z inicjatywy Henrika Möllera (zdjęcie po lewej) i Fredrika Söderlunda (producenta i aktyw- nego muzyka w projektach takich jak Octinomos, Parnassus, Valkyria czy State Research Bureau - zdjęcie po prawej). Pierwszym owocem współpracy była taśma demo "Krig", nie wydana z różnych względów, aż do roku 1995. Muzykę, jaką duet tworzył na samym początku swojej działalności, można określić mianem ciężkiego i bezlitosnego industrialu. Druga taś- ma demo, wydana tego samego roku, pod prowokującym ty- tułem "Obey, Hate, Die", zawierała już dźwięki zdecydowanie łagodniejsze - przytłaczające, fabryczne elementy zostały tu zastąpione bardziej przyswajalnym instrumentarium, takim jak chóry, czy militarystyczne bębny. Mimo, że przekaz stracił przez to nieco na surowości, Puissance był równie emocjo- nujący i atmosferyczny, co na prekursorze. Duetowi
udało się stworzyć muzykę bazowaną na industrialu, przepełnioną mi- zantropijnymi i pesymistycznymi elementami. Po dobrym przy- jęciu obu kaset i równie obiecujących recenzjach w prasie podziemnej, zespół postanowił spróbować szczęścia na ofic- jalnym rynku muzycznym.
Na początku 1996 roku Puissance podpisał kontrakt ze znaną wszystkim fanom muzyki niekonwecjonalnej, wytwórnią Cold Meat Industry. Roger Karmanik był podekscytowany wizją muzyczną Szwedów, reprezentowaną przez taśmy demo i stosunkowo szybko zdecydował się na umieszczenie dwóch utworów na specjalnie przygotowanej EP-ce "The Hearts of Shadow Gods", gdzie obok Puissance znalazły się także: Arcana, Penitent i Aphrael. Równie szybko, bo już w maju, ukazała się debiutancka płyta duetu, zatytułowana "Let Us Lead". Limitowany do 4000 sztuk elegancki digipak i 500 kopii równie widowisko wydanego winylu, rozeszło się błyskawicz- nie. Album zawierał 8 utworów i w zgrabnym stylu łączył czys- ty militaryzm z neo-klasycznymi wątkami. Surowy industrial, jakim raczył nas Puissance na taśmach demo, zszedł na dalszy plan, jednak sam przekaz nie stracił nic, a nic na swojej sile. Większość słuchaczy, wśród nich autor tego tekstu twierdzi nawet, że tej siły dopiero nabrał. Co ciekawsze, na płycie po- jawiła się duża ilość wokali, które jak twierdzą sami zain- teresowani "zostały wykorzystane do zwiększenia siły przeka- zu apokaliptycznej ideologii". Rok 1996 Puissance zakończył więc dużym sukcesem, przypieczętowanym dodatkowo uda- nym występem na "Cold Meat Industry Festival", w niemieckim Erlangen. W kwietniu 1997 roku zespół uderzył ponownie, tym razem dwoma nowymi utworami, które ukazały się na siedmio- calowej EP-ce "Totalitarian Hearts". Próba śmiałego wykro- czenia poza ramy wytyczonego wcześniej szlaku, spotkała się z dużym uznaniem. Zarówno "Totalitarian Hearts", jak i wyda- na kilka miesięcy póżniej druga płyta "Back in Control", zebrały bardzo przychylne recenzje. Muzyka reprezentowana na obu wydawnictwach jeszcze bardziej wbiła się w surowe, militarne rytmy, jednocześnie nic nie tracąc ze swojej neo-klasycznej symfoniki. Nigdy później Puissance nie stworzył tak ciężkiego i jednocześnie skomplikowanego materiału, bez wątpienia był to kamień milowy w rozwoju nie tylko tej grupy, ale i całej wyt- wórni Rogera Karmanika. "Przy swojej totalności brzmienia ale i pewnym romantycznym pierwiastku cechującym wiele pro- dukcji wytwórni, "Back in Control" jest bardzo reprezenta- tywna dla jednego z wielu oblicz Cold Meat. Nieadekwatny jest tylko tytuł. Władzy nie może odzyskiwać ktoś, kto jej nigdy nie stracił!" (Paweł Frelik - Thrash'em All). Rok 1998 przyniósł ko- lejne zmiany i to nie tylko pod względem muzycznym. Duet przygotował dwa nowe albumy, lecz nie ukazały się one na- kładem Cold Meat Industry, ale polskiej wytwórni Fluttering Dragon. Oba krążki, "Mother of Disease" i MCD "Hail the Mush- room Cloud", różniły się między sobą znacznie, ale wzajemnie doskonale się uzupełniały. Na dużej płycie, zespół skorzystał ze sprawdzonego już schematu, łącząc militarne motywy, wy- pełnione po brzegi wgniatającymi w ziemię partiami bębnów z neo-klasycznymi melodiami. Choć poszczególne utwory na wie- lu płaszczyznach różnią się diametralnie, końcowy efekt jest fenomenalny. Wszystko doskonale się zazębia, czyniąc "Mo- ther of Disease" jednym z najlepszych produktów w historii grupy. Natomiast "Hail the Mushroom Cloud" nie sprostał oczekiwaniom fanów, być może z tego względu, że znajdujące się tu wyjątkowo stonowane utwory, zostały po prostu zmiaż- dżone potęgą "Mother of Disease". Album stanowi jednak miły przerywnik, jak wspomniałem wyżej, dobrze uzupełnia się z dużą płytą i z pewnością wart jest uwagi, choćby i z tego względu, że dedykowany jest pewnemu wynalazkowi, mające- mu dość istotny wpływ na sytuację polityczną i wojskową XX wieku.
W 1999 roku, zespół postanowił odpocząć od komponowania materiału na nowy album i skupić się na koncertach, do któ- rych przygotował się nadzwyczaj sumiennie. Po trzech latach przerwy, Puissance ponownie stanął na scenie 7 sierpnia w niemieckim Oelsnitz. Tego samego dnia Fluttering Dragon wy- dał krążek "War On", na którym znalazło się sześć starszych, na nowo przearanżowanych utworów, a także dwa premie- rowe kawałki. Był to więc album z rodzaju "Best of", ze wzglę- du na zawartość, stanowiący smakowity kąsek nie tylko dla fanów grupy. W nowe tysiąclecie Puissance wkroczył z dwoma EP-kami, a także pełnowymiarowym wydawnictwem "Total Cleansing", niestety nie pod skrzydłami Fluttering Dragon a szwedzkiej Regain. Zespół narzekał niejednokrotnie na fatalną promocję ze strony polskiego wydawcy i słabymi perspek- tywami na przyszłość, co w jakimś stopniu tłumaczy przyczyny tego rozstania. Zarówno "Genocidal" jak i "A Call to Arms", wydane w małych limitach na siedmiocalowych winylach, za- powiadały kolejne zmiany w stylistyce grupy, czego ostatecz- nym dowodem był wspomniany wyżej album "Total Cleansing". Fredrik i Henry skomponowali płytę niezwyklę stonowaną, którą trudno rozpatrywać w kategoriach agresji "Back in Con- trol", czy monumetalności "Mother of Disease". Pod względem klimatu, nagraniom bliżej tu do "Hail the Mushroom Cloud". Chociaż stałe elementy muzyki Puissance zostały zachowane, album przesiąknięty jest pogłębiającym się z utworu na utwór pesymizmem. Przyznać jednak trzeba, że całość prezentuje się wręcz obłędnie i potwierdza, że Szwedzi utrzymali bardzo wy- soką formę...